Świadectwa

Co zawdzięczam duszpasterstwu?

Wpisy ze starego forum

Siemionek

Co zawdzięczam Duszpasterstwu...?

Tak dla powrotu do pokoju ducha postanowiłam podzielić się dobrem, które przeżywam w" Antonim"...Ostatnimi czasy zawieszam się w zapatrzeniu na twarze, wasze twarze...Przyglądam się, obserwuję dokładniej kształty, poszukuję charakterystycznych piegów, plamek... przysłuchuję się głosom, obserwuję uśmiechy.. A to wszystko dlatego, że doszło do mnie, jak wiele od was otrzymuję. Dawno już wpadłam w prozę życia duszpasterskiego Nie jest dla mnie wielkim wydarzeniem przyjść na konferencję, móc być za coś odpowiedzialną, itp... chleb powszedni. Ale przecież taki m chlebem dzielimy się zazwyczaj z najbliższymi, z rodziną. I właśnie teraz czuję bardzo świadomie, ze jesteście mi jak rodzina... którą kocham. Zdałam sobie sprawę, że tak wiele czasu wspólnie spędzamy, w ciągu tygodnia ale i weekendów. Wyjazdy na musical, Praga, to wszystko kruszy w nas powierzchowną skorupę oziębłości, powoli, nienachalnie otwieramy się prawdziwie na siebie, z Nieba spływa niespodziewany czas na rozmowę, wzajemne odkrywanie piękna swych wewnętrznych krajobrazów. Przychodzi czas na przełamywanie głupich oporów względem siebie, starych niechęci... warto tylko , patrząc na twarz człowieka, szukać tego co piękne a nie niedoskonałości. Mam takie marzenie, żebym umiała nie przegapiać "Pięknych Krajobrazów Dusz Ludzkich", żebym umiała je dostrzegać, gdy stoją obok.. i bym w przyszłości nie musiała żałować, że znam je tylko z widokówki, ze zdjęcia..

Kodżak

Stara prawda o ludzkości

(...)Nasza nikczemna natura każe nam krótko się cieszyć doświadczonym dobrem (a są i tacy "mistrzowie", którzy się w ogóle nie cieszą - potrafią narzekać od razu). Dobro szybko blaknie, powszednieje, staje się w najlepszym razie szarą codziennością. A bywa, że zaczyna uwierać.

FDA JEST - a mogłoby go nie być po prostu - jak często się nad tym zastanawiamy? Mogło by być zabronione tworzenie duszpasterstw na ten przykład, proszę kogo. I koniec. Rozgoniliby nas. Wynocha! Rozejść się! Won! Ale tak nie jest na szczęście. Mamy Wspólnotę, w tej Wspólnocie celebrujemy Eucharystię, organizujemy wykłady, wyjazdy, czuwania, imprezy, modlimy się. dyskutujemy, kłócimy się na forach i na żywo ... Mogło by tego nie być. Dopiero pustka która by została, uświadomiłaby, jakie ją wypełniało bogactwo.

Gość

Kiedyś już to ode mnie słyszeliście, ale muszę powtórzyć: Gdyby nie duszpasterstwo, to teraz albo siedziałbym zakopany w podręcznikach albo pił na umór gdzieś w akademiku. A tutaj znalazłem ludzi, z którymi rozumiem się bez słów i za którymi skoczyłbym w ogień. A oni za mną...

Jo

Mówienie nie jest wypowiadaniem słów.../usłyszał już ktoś ode mnie../ Dlatego cokolwiek bym tu napisała, możnaby przeinaczyć, nadać temu inny sens.. Ale co jest najważniejsze? To: jak wiele daje nam duszpasterstwo, mówi (!) nasza codzienność (i tego nikt nie zmieni, tego przeinaczyć się nie da..).

Codzienność, w której -mimo braku czasu-czas jednak znaleźć potrafimy, by przyjść do 'Antoniego' - i zastanawiając się chwilkę uświadamiamy sobie, że to możliwe tylko dla czegoś, na czym nam naprawdę zależy.. A zależy nam zwykle na tym, co /wracając do początku/ mówi do nas -i gdzie my możemy przemówić.. Przychodzę -i coś mnie przemienia każdego dnia. Gdy słyszę mądre słowa, przemyślane słowa pełne treści.. Gdy widzę ludzi, którzy chcą działać -i to nie dla samego działania, ale dlatego, bo to ma cel, o którym wiedzą, bo to ma sens. To nie podkreślanie swojego "ja", ale lekcja dawania siebie... i mogę to robić z nimi!../..musical, na którym przestaję bać się śpiewać, gdy sobie uświadamiam, że to nie mnie mają słyszeć ludzie, ale treść, którą mam im przekazać.. etc../

Tu słyszę i widzę to, dzięki czemu chcę pracować nad sobą. Tu nabieram sił, by samemu świadczyć gdzie indziej. Tam, gdzie bywam, w mojej codzienności.. Wiadomości w radiu o 7 rano mówią o samych przerażających faktach. Ale o 7 wieczorem widzę, że faktem jest to, iż my przychodzimy dla Boga do kaplicy i przekazujemy sobie z uśmiechem znak pokoju...że wierzymy w dobro. A pomiędzy jedną 7 a drugą mogę się starać dać coś z tego tym, którzy tam nie bywają, tym, których spotykam na codzień i dla których 7 wieczór nie dodaje innych faktów niż 7 rano...

MJK

The time has come

Ale jeszcze nie teraz ;-)

Jutro wielki dzień, jak dla mnie to baaardzo wielki. Wielkość jego wynika z mojej małości wobec spraw jakie dzieją się, w jakich mam niesamowitą możliwość uczesniczyć! Wielkie jest to, że jest to wszystko ogromną łaską dla mnie... Boję się że zaczynam gmatwać :-) A to jest niezwykle proste, w swej przemyślności!!!

Ktoś nie tak dawno powiedział mi coś niezwykle miłego. Miłego przez to że dodało mi to wiary i pewności że jestem tu do czegoś przydatny, że jest czasem z mojej obecności jakiś pożytek. A wszystko poszło o jeden uśmiech, o radość którą wywołał mój uśmiech w czyimś sercu. Gdy sobie o tym myślę, przypomina mi się ostatnia wigilia w duszpasterstwie i dochodzę do wniosku że to nie po raz pierwszy dziękuje mi ktoś za uśmiech, za radość jaką napełnił czyjeś serce. Przez ostatnie dwa dni, a może i dłużej, doznaję nieopisanej wręcz radości. To za sprawą Ducha Świętego!!! Bo on mnie napełnia.

Podjąłem się spraw, których nigdy do niedawna za żadne skarby świata nie zgodził bym się wziąć w swoje ręce. A teraz biorę się za nie z radością! Cud się stał w moim życiu! Ale nie taki gdy ktoś pstryka palcami i w mgnieniu oka wyciąga królika z kapelusza. Ale taki ogromnie długi cud, cud dorośnięcia. A to właśnie jest coś czego niezmierni było mi trzeba i czego bałem się że może już nigdy nie nastąpi, bo stary już jestem i z głupoty i dziecinności nie wyrosnę.

A jednak "ruszyły się dla mnie dni i pory roku", jak zaśpiewał ktoś w pięknej piosence. A ruszyły się one właśnie TU!!! To wśród TYCH ludzi poczułem się bezpiecznie i przyjemnie, a grałem z nimi tylko w siatkę. Bo to właśnie TU doświadczyłem swej najpiękniejszej Mszy, najpiękniejszej bo pierwszej pełnej uniesień, poczucia prawdziwego spotkania z Bogiem. To TU jestem i tylko TU czuję się na prawdę u siebie, choć wśród wielu burz zawitałem do nie jednego miejsca, w niejednym szukałem wytchnienia, lecz zawsze TU wracam. Gdzież bym indziej znalazł taką ekipę która na chwałę Pana spędziła setki godzin nad tak wydawało by się absurdalną sprawą jak wystawienie musicalu!!! I odniosła sukces. Słów mi braknie by opisać radość wspólnych zabaw i wyjazdów, modlitw i śpiewów, kuchni i stołu przy których się spotykamy.

Blondynka

Świetny pomysł z tym żeby podziękować! Bo człowiek w swoim życiu dostaje tak wiele łask, tak wiele skarbów...a tak niewiele z nich docenia i rzadko bywa wdzięczny. Jestem w D.A. Antoni już ponad 2 lata. Ten czas zleciał tak szybko...ale za to jak intensywnie, wesoło...Jestem naprawdę niesamowicie wdzięczna Panu Bogu, że pozwolił mi znaleźć się wśród tak wspaniałych ludzi. Ludzi którzy wciąż czegoś mnie uczą, którzy kiedy trzeba wspierają, z którymi można się świetnie bawić, ale jeszcze lepiej modlić! We wspólnocie jest się o wiele silniejszym!!! Tu znalazłam wielu przyjaciół, ale co najważniejsze zbliżyłam się do Boga! Właśnie przez kontakt z innymi zaczęłam bardziej GO dostrzegać. Bo przecież nie trzeba daleko szukać Boga...ON jest w ludziach obok - tak blisko! DZIĘKUjĘ!!! ps. a musical to poprostu coś suuuuper!!!

Lady K.

Dziękuję za to, że nie pozwalacie mi spocząć na laurach, usiąść w miejscu. Duszpasterstwo jest tym doskonałym miejscem, w którym konkretnie dziś mogę realizować talenty zadane przez Boga, rozwijać się, dorastać, obcować z ludźmi i zawierać przyjaźnie. Słowa to niewiele, choć czasem są potrzebne, dla podkreślenia wdzięczności wyrażonej w czynach. Dziękuję.

Sirch

Duszpasterstwu akademickiemu Antoni zawdzięczam bardzo dużo. Jest to miejsce odpoczynku mojej duszy, oraz miejsce mojego rozwoju. Miejsce, gdzie oprócz żywego Boga w Eucharystii, mogę spotkać i spotykam nowych ludzi (często nowych przyjaciół), którzy obdarowują mnie swoimi talentami i swoją wiedzą. To jest miejsce do którego mi śpieszno po wykładach, gdzie mogę rozwijać się: intelektualnie, fizycznie i przede wszystkim duchowo. Mogę dawać swoje talenty, mogę przebywać czas z Bogiem i z drugim człowiekiem, mogę tu pomagać i dostać pomoc. Ludzie są pomocni, życzliwi, chętni, mają nowe ciekawe inicjatywy, umieją rozmawiać i słuchać, razem śmiać się i płakać (mimo iż wielu z nich życie dało w kość). Tu mam pełną gamę tego ,w co mogę się zaangażować : musical, ministranci, piłka nożna, kolacja :d, itd... Tu dorastam jako mężczyzna. Uczę się odpowiedzialności za swoje czyny, dostaje pytania na moje odpowiedzi. Jest to mój drugi dom, a ludzie je tworzące są moją drugą rodziną. Czuję się tu bardzo dobrze - jestem tu szczęśliwy. Dziękuje Ci Boże że tu trafiłem, czas ten nie był, nie jest i na pewno nie będzie czasem zmarnowanym, a wręcz przeciwnie - przyniósł, przynosi i na pewno przyniesie dużo dobra. Dziękuje Wam drodzy moi, dziękuje Ci moje drogie Duszpasterstwo. Niech Pan Wam błogosławi za dobro, którym napełniacie moją duszę, za to że jesteście.

Pozdrawiam

Kotek

Gdy myślę DUSZPASTERSTWO to widzę siebie 3 lata temu, jak zgłodniała wspólnoty z radością przychodziłam i oswajałam się najpierw z ekspresywnym i wszędobylskim o. Faustynem a później z ludźmi, którzy wówczas tworzyli 'Antoniego'.. Gdy myślę DUSZPASTERSTWO to czuję jak ogromna radość wypełnia moje serce, bo to właśnie tu tak naprawdę doświadczyłam BOGA i Jego wielkiej MIŁOŚCI.. To konkretnie ANTONI dał mi możliwości rozwoju.. To tu dałam upust swej kulinarnej fantazji.. To tu mogłam doświadczyć jak to jest mówić do małego czarnego przedmiotu z siateczką i być słyszaną w promieniu wielu kilometrów.. To tu wreszcie spotkałam ludzi, którzy stali się moimi PRZYJACIÓŁMI.. którzy pomagają mi kroczyć przez szarości i trudy każdego dnia.. To właśnie tu wciąż realizują się moje marzenia- nawet te najbardziej śmiałe.. Tu mogę służyć sobą, swoim doświadczeniem, dzięki czemu ogarnia mnie ogromna RADOŚĆ.. To właśnie różne propozycje i pomysły, które wspólnie realizujemy uczą mnie patrzenia ponad, naturalną dla każdego człowieka, chęć pokazania się.. zaistnienia.. Tu doświadczam mozolnej pracy i POKORY.. I choć czasem jest trudno, bo tę WSPÓLNOTĘ tworzą ludzie, każdy z jakimiś słabościami, zranieniami.. to czuję, że w tym wszystkim jest BÓG i to jest najważniejsze.. Dziękuję ANTONI za wszelkie dobro..

Domelek

Wiele zawdzięczam...bo nowe życie.

Radzio

No i w końcu udało mi się znaleźć chwilkę, żeby i coś od siebie skrobnąć..

Tak czytam sobie Wasze świadectwa i czuję się nimi naprawdę podbudowany - widzę, że DA odmieniło nie tylko moje życie. I choć zdawałem sobie z tego sprawę, to nie zawsze była okazja, by o tym podyskutować, podzielić się tym.

Pamiętam swoje początki, kiedy dwa lata temu stałem u progu kaplicy przed czwartkową adoracją. .Przekroczyłem próg...a moje dotychczasowe życie pozostało na zewnątrz i chyba zmęczyło się czekaniem, bo kiedy po adoracji i Mszy św. wychodziłem z kaplicy, już go tam nie było. Co prawda wiele razy potem wracało, jednak wiedziałem, że to już nie to.

Tutaj, od Was, nauczyłem się, że żyć to nie znaczy być dla siebie - że żyć to znaczy być dla innych! Tutaj nauczyłem się otwierać na ludzi, odkryłem i zainwestowałem w swoje talenty. To właśnie wśród Was zobaczyłem, że to, co uważałem do tej pory za życie, niewiele miało z nim wspólnego. I chociaż wiem, że przede mną daleka droga, wiem że pośród Was łatwiej zmagać się z codziennością.

Za to wszystko dziękuję Wam i proszę o jeszcze!

Monika, miętowa zresztą..

Na wstępie to dziękuję, że jesteście..., że mogłam trafić do D.A. niespełna rok temu,... kurcze to w sumie tak niedawno...a ja czuję się, jakbym przychodziła do Antoniego dużo, dużo dłużej...i za to też Wam dziękuję! Gdyby nie Wy, siedziałabym całymi popołudniami w domu i marnowała czas...bo tak było do niedawna. Gdyby nie Wy, nadal byłabym zamknięta na ludzi, zamknięta w sobie. Tkwiłabym w przeświadczeniu, że nie jestem w stanie poznać nikogo interesującego i że wogóle życie nie ma sensu....Ach.. całe szczęście to już było i nie wróci więcej!!! Dzięki DUSZPASTERSTWU zrozumiałam po co przychodzi się na Eucharystię. Teraz ja w niej naprawdę uczestniczę, a nie jak wcześniej, chodziłam do kościoła, bo przecież trzeba, bo niedziela... Dzisiaj nie wyobrażam sobie, żeby w tygodniu nie dotrzeć na Kasprowicza, żeby nie uczestniczyć we Mszy Świętej, nie zjeść razem z Wami wspólnej, środowej kolacji... Dotarło do mnie także, że umknęło mi pare lat... Tutaj dojrzewam intelektualnie, duchowo...,rozwijam się po prostu. Dzięki DUSZPASTERSTWU zrozumiałam jak wielkim darem od Boga jest życie, wreszcie dostrzegam jego sens i znaczenie. Doceniam wreszcie to, co posiadam, co zostało mi dane przez Boga... Dziękuję za każdy uśmiech, każde słowo, każdy gest. Dziękuję za wspólne wyjazdy, za ten czas spędzany z Wami, za musical, za wieczorek poetycki... Dziękuję za wszystko, czego doświadczam... W końcu dziękuję także Ojcu za te wygłoszone konferencje, za piękne słowa, które kieruje do Nas, do mnie...za jego uśmiech no i obecność oczywiście. Bogu natomiast dziękuję, że przyprowadził mnie do Was, że chciał aby moje życie wreszcie było prawdziwe...

Gość

Nie umiem wyrażać swoich emocji tak wspaniale jak Wy, ale choć nie jestem długo w Duszpasterstwie, już mogę powiedzieć, że bardzo mi się tu podoba. Wieczorek z Poezją Śpiewaną... nie wiedziałam, że tę zwykłą salkę można aż tak odmienić...ten wystrój nadawał specyficzną atmosferę. Bardzo podobała mi się również zabawa Andrzejkowa, bo często zdarzają się takie imprezy, dyskoteki gdzie nie jest ważne, jak się wszyscy bawią, tylko ile kto wypije, i kto szybciej będzie pijany...Dziękuję

budino

Człowiek - istota stadna. :D

Ja to sobie myślę tak, że dorośli często zabraniają spotykać się dzieciom z niektórymi, nieodpowiednimi wg nich ludźmi; a sami często tkwią w pokręconych związkach, "przyjaźniach" czy znajomościach; a przecież trzeba nam pamiętać, że "kto z kim przestaje, takim się staje".

W DA nauczyłam się "marnować czas dla Boga"; zatrzymywać się, zwalniać bieg w ciągu dnia, wyciszać na Łamaniu Chleba, Adoracji, konferencjach, spotkaniach, wyjazdach; no i poznałam wspaniałych ludzi, na których mogę polegać. Dziękuję.

Spook

Witajcie - niech i ja dopiszę się do niniejszego wątku.

Muszę przyznać, iż Wrocka zbyt specjalnie nie lubię. Nie bez kozery powstała piosenka "Góralu, czy ci nie żal..." - gdy człowiek urodzi się w górach - nawet tak niskich, jakimi są Sudety, to miłość do nich jest weń na stałe wmurowana i nie da się jej niczym usunąć. Czy jest więc w powyższym świetle dziwne, że podczas każdego powrotu do domu nawet kamienie przy torach zdają się uśmiechać, a podczas każdego wyjazdu na studia, do Wrocka, świat przedstawia mi się w ciemniejszych, niż zwykle, barwach?...

A jednak jest jedna rzecz we Wrocku, która mnie ciągnie - i nie jest chyba trudnym zgadnąć, iż jest nią właśnie FDA Antoni. Jak patetycznie by to nie zabrzmiało, jest to szczera prawda: przyznam szczerze, że w zasadzie to właśnie dzięki Wam i tworzonej przez Was - niezależnie od różnych starć, o których, z resztą, miałem okazję jedynie czytać tu na forum - atmosferze życzliwości i przyjaźni, w jakiś sposób odnalazłem się wśród studenckiej braci i czuję się we Wrocku o wiele pewniej. Teraz nie jest to już miejsce na które jestem skazany - lecz miejsce do którego wciąż chcę wracać. To właśnie dzięki Wam czuję, że to nie jest *Wasze*, lecz *Nasze* Duszpasterstwo.

Oprócz Was, w Duszpasterstwie trzyma mnie - a precyzyjniej będzie, gdy powiem, że wciągnęła mnie doń - jeszcze jedna Osoba którą jest Chrystus. Dzięki mojej obecności w DA moja modlitwa z serii bezmyślnie wyklepanych ojczenaszów i zdrowasiek staje się coraz prawdziwszą rozmową ze Stwórcą, a wiara z przyzwyczajenia przekształca się w prawdziwą, szczerą wiarę. Nie muszę chyba pisać, jak jest to dla mnie ważne, czyż nie?

No i jeszcze jedno - właśnie w Duszpasterstwie mam okazję wreszcie porozmawiać o wielu dręczących mnie sprawach i podzielić się moimi wątpliwościami - szczególnie dzięki lectio divina (duży sok pomarańczowy temu, kto wymyślił taką formę kazania, jako że jestem z reguły abstynent) - oraz jawnie powiedzieć wielkie NIE wszelkiemu pesymizmowi i smutkowi - jako, z natury, niepoprawny optymista na zasadzie "there is DAMN always one more way!".

Pozdrawiam -- (co to kocha koniki chyba trochę bardziej niż 1/2) -- Spook.

innocenty

under construction

miau ,co zawdzięczam D.A dużo ,ludzie - po pierwsze Wy wszyscy którzy jesteście ,z którymi rozmawiam ,a rozmowny raczej nie jestem - chyba ,wspólnota ,do której ZAWSZE można przyjść zawsze z kimś porozmawiać ktoś zawsze powie jakieś ciepłe słowo , jak przyjaciele to wspólnota ,jak wspólnota to też Ten co nas łączy - Bóg ,możliwość wspólnej modlitwy bliskość ołtarza ,w sumie nie jestem specjalnie głęboko wierzący ale sama możliwość służby do Mszy i uczestnictwo w niej jest dla mnie ważnym przeżyciem duchowym ,co po za tym ,jestem człowiekiem technicznym ,wbrew pozorom ,coś przynieść załatwić to chyba mój żywioł ,zdjęcia - możliwość realizacji pasji fotografowania mimo kompletnego braku talentu ,chyba (sam do tego doszedłem) no i wiele rzeczy których nie zauważam a na które ma wpływ D.A no i gdyby nie D.A zupełnie wyniszczył bym swój organizm ,jak cos mnie jeszcze najdzie ,napisze

Kalendarz
Październik, 2008
Pn Wt Śr Cz Pt So Nie
29 30 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31 1 2
Kronika
Rocznica śmierci św. Franciszka to ważne franciszkańskie święto - dlatego ważne i dla nas. W wigilię...
25. Obóz Adaptacyjny w Białym Dunajcu - relacja Ani z I roku studiów, która zagościła w naszej...
Już 2 lata temu o.Emilian szepnął o Korsyce i niektórzy wpisali ją już w swoje marzenia.. i oto...

Przejdź do kroniki

Galeria

Zapraszamy do galerii!


Biały Dunajec


Musical


Out of time

 
 
Licznik: 163127 Kontakt